W poniedziałek prokuratura w niemieckim mieście Brunszwik postawiła byłemu szefowi Volkswagena Martinowi Winterkornowi zarzuty związane ze sprzedażą przez koncern ponad 10 mln aut z silnikami Diesla, w których zainstalowano wyrafinowane oprogramowanie do fałszowania testów emisji spalin i zaniżania podczas testów zawartości w spalinach szkodliwych dla zdrowia tlenków azotu.

Zarzuty związane ze szwindlem postawiono też czterem innym menedżerom Volkswagena. Ich tożsamości prokuratura nie ujawniła. Trwa jeszcze dochodzenie wobec 36 kolejnych podejrzanych w tej sprawie. 

Do dziesięciu lat więzienia

Martina Winterkorna, który kierował Volkswagenem od 2007 r. i ustąpił ze stanowiska po wybuchu spalinowej afery we wrześniu 2015 r., niemiecka prokuratura oskarżyła o szczególnie poważne oszustwo, nadużycie zaufania i złamanie przepisów o konkurencji. 

Według prokuratury Winterkorn już w maju 2014 r. - ponad rok przed ujawnieniem afery w USA - wiedział, że Volkswagen sprzedaje samochody ze zmanipulowanymi silnikami Diesla. Jednak nie poinformował o tym władz UE, USA ani klientów koncernu. Nie wstrzymał także instalacji fałszerskiego oprogramowania w silnikach Diesla, montowanych w autach marek Audi, Seat, Skoda i Volkswagen.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej