Sprawę M. opisywałam w lipcu 2017 roku: przez pięć lat pracował w dziale doradztwa transakcyjnego EY. Kiedy pogorszył się stan jego zdrowia, a lekarz zalecił odpoczynek, M. uzyskał od przełożonych zgodę na pracę przez kodeksowe 8 godzin dziennie. Wkrótce jednak dostał wypowiedzenie. To wtedy poradził się prawniczki, która uświadomiła mu, że zadaniowy czas pracy - w jakim pracował - nie oznacza, że nadgodziny są bezpłatne lub niczym nienormowane, lecz jedynie, że przepisowe 8 godzin dziennie można elastycznie kształtować.

Pozostało 90% tekstu
Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych
i wszystkich magazynów Wyborczej