W czerwcu 2014 r. gospodarka Wielkiej Brytanii stała się większa o 5 proc. I to w ciągu jednego dnia. Co się stało? Czy nagle na Wyspach pojawiły się miliardy funtów? Nie, po prostu z dnia na dzień zdecydowano o uwzględnieniu w wielkości PKB dochodów z prostytucji, sprzedaży narkotyków i innych szemranych biznesów. 

Historia ta pokazuje, jak bardzo płynnym i umownym wskaźnikiem rozwoju państw jest miara PKB. Tymczasem niejednokrotnie jego wartość służy za argument zamykający wszystkie dyskusje. Doświadczamy właśnie tego w Polsce. Od dwóch lat mamy koniunkturalną górkę. Dzięki dobrej sytuacji na rynku pracy i wysokiemu wzrostowi konsumpcji wzrost PKB przekracza 5 proc. To jednak stan dynamiczny. Na każdą krytykę, że polityka gospodarcza nie służy utrzymaniu wzrostu w przyszłości, ekipa PiS i wspierające ją media wyciągają GUS-owskie statystyki PKB. 

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej