Francuscy eksperci wciąż analizują zapisy czarnych skrzynek boeinga 737 MAX, który 10 marca rozbił się w Etiopii. Do czasu wyjaśnienia przyczyn tragedii wszystkie tego typu maszyny na świecie zostały uziemione. Raport z prac śledczych ma być gotowy dopiero na przełomie lipca i sierpnia, ale już teraz wskazują one na podobieństwa tej katastrofy do październikowego wypadku boeinga 737 MAX należącego do indonezyjskich tanich linii lotniczych Lion Air.

Jak informuje "The New York Times" pilot etiopskiego samolotu „spanikowanym głosem” prosił o zgodę na zawrócenie na lotnisko, a kontrolerzy lotu zauważyli, że samolot gwałtownie na przemian zwiększał i zmniejszał wysokość. Podobne problemy miał pilot indonezyjskiego samolotu.

Czego zabrakło w boeingach?

Próby opanowania maszyn miały się nie powieść, ponieważ w kokpitach brakowało dwóch istotnych elementów bezpieczeństwa. Dlaczego? Boeing sprzedawał je jako wyposażenie dodatkowe, za które linie lotnicze musiały dopłacić. Z takiego zakupu rezygnowali w  szczególności tani przewoźnicy, bo nie wymagają tego międzynarodowe regulacje lotnicze.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej