W piątek zakończyła się kadencja Andrija Kobolewa, szefa ukraińskiego koncernu gazowego Naftohaz. Ten 49-letni dziś menedżer zostałem szefem Naftohazu wiosną 2014 r. po objęciu władzy w Kijowie nowych, prodemokratycznych polityków. Przez te pięć lat kierowany przez Kobolewa gazowy koncern zdołał uchronić gospodarkę Ukrainy przed kryzysem, w jaki chciał ją wpędzić Gazprom, zakręcając Ukrainie kurek z gazem latem 2014 r. i na początku 2016 r. A dzięki reformom wprowadzonym przez Kobolewa już od 3,5 roku Naftohaz w ogóle nie kupuje gazu od Gazpromu, importując surowiec tylko z UE.

Przed rokiem Kobolew odniósł jeszcze większy sukces, gdy w Trybunale Arbitrażowym w Sztokholmie Naftohaz wygrał spór z Gazpromem. To był największy arbitrażowy spór w historii świata, w którym ukraiński i rosyjski koncern wysunęły wobec siebie roszczenia o łącznej wartości ponad 100 mld dol. A zgodnie z ostatecznym wyrokiem arbitrażu Gazprom powinien zapłacić Naftohazowi ponad 4,5 mld dol. odszkodowania za łamanie umowy o tranzycie gazu przez Ukrainę. Po odliczeniu długów za gaz sprowadzony z Rosji koncern kierowany przez Kobolewa powinien ostatecznie dostać prawie 2,6 mld dol. od Gazpromu. Rosyjski koncern wbrew przepisom arbitrażu dotąd tego nie zapłacił.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej