Enea przedstawiła we wtorek wyniki finansowe za 2018 rok, informując o zawiązaniu rezerwy w wysokości 79 mln zł uwzględniającej szacunkowy wpływ ustawy prądowej uchwalonej przed końcem roku. Przypomnijmy: zakłada ona, że wszyscy odbiorcy prądu będą płacić w tym roku za prąd tyle samo co w czerwcu roku ubiegłego. Straty będące wynikiem różnicy między rynkową ceną energii a tą oferowaną odbiorcom ma spółkom obrotu zrekompensować rząd.

Rekompensata pokryje straty?

- Oczekujemy, że zamrożenie cen wpłynie neutralnie na nasze wyniki finansowe w obszarze obrotu, bo rekompensata w całości pokryje potencjalne straty – informował Mirosław Kowalik, prezes Enei.

Po co więc rezerwa? Na jej zawiązanie zdecydowały się też Tauron (214 mln zł) i Energa (136 mln zł). Minister energii Krzysztof Tchórzewski taki krok określił jako „decyzję organów spółek, które muszą reagować na pojawiające się niepewności”. A tych jest cała masa.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej