– Tak naprawdę kapelan jest nam zupełnie niepotrzebny – mówi rozbrajająco szczerze urzędniczka wysokiego szczebla jednej z izb administracji skarbowej.

I wyjaśnia dalej:

– U nas się on nie pojawia. Fizycznie go nie ma, nie "odklikuje" się, przychodząc do pracy, bo nie przychodzi do izby. Od czasu do czasu wysyła jakieś maile. Ostatnio widziałam go na Wigilii. Mamy kapelana, a jakbyśmy go nie mieli - relacjonuje. - Może on ma bardzo ważne czynności operacyjne w terenie? Mamy duże województwo, dużo urzędów – zastanawia się urzędniczka.

A przydałby się? – pytamy.

– Żartujemy, że powinniśmy go sadzać, przy rozmowach z podatnikami. Przy kapelanie mówiliby wszystko jak na spowiedzi, prawdę i tylko prawdę – uśmiecha się pracownica skarbówki. – Poszłam nawet do swojego szefa zapytać, co ten nasz kapelan ma robić.

I co odpowiedział?

– Że kapelan może odprawiać msze, może udzielać, ślubów, chrztów – mówi.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej