Edyta Bryła: Ostatnio prawie nie da się z nikim pogadać o wykluczeniu transportowym, żeby ktoś nie wspomniał o panu. Jako o przykładzie skutecznej walki z tym zjawiskiem.

Krzysztof Baranowski: (śmiech) Chyba nie aż tak.

Coś pan jednak musi robić lepiej od innych starostów.

- Od dawna dojrzewał we mnie zamysł, by zająć się transportem, ponieważ w rozmowach z mieszkańcami często słyszałem, że nie ma czym dojechać do pracy, biblioteki, do miasta powiatowego. Zaproponowałem, że powiat przejmie udziały w spółce PKS Lipno-Rypin, należącej do państwa. Już miałem wstępną umowę z ministrem skarbu, że powiat przejmie 85 proc. udziałów, a 15 proc. będzie w rękach pracowników, ale w ostatniej chwili resort się wycofał. A system PKS-owy nadal był niewydolny. Autobusy były stare, ceny biletów - niegodziwe. Zacząłem myśleć, jak transport urządzić inaczej. Z zespołem swoich współpracowników zdecydowaliśmy, że trzeba stworzyć system wahadłowy, tak że autobus nie kończy kursu na przykład w Lipnie, tylko jedzie do następnych gmin i wraca tą samą trasą. Tak powstał w 2016 roku Powiatowy Zakład Transportu Publicznego. 

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej