Wyniki mogą szokować – zamiast trzech milionów czystego zysku, jakie miała stadnina w Janowie Podlaskim przed „dobrą zmianą”, teraz ma tyle samo, tyle że na minusie. Zamiast 24 koni, jakie sprzedano na aukcji w 2015 r., trzy lata później sprzedano trzy. W miejsce prestiżu światowego są puste loże dla VIP-ów. A zamiast wybitnych specjalistów od hodowli arabów mamy karuzelę pseudofachowców na fotelach prezesów stadnin. Ale zdaniem ministra rolnictwa nadzór skarbu państwa nad stadninami „jest wystarczający”.

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej