Chociaż od wybuchu afery z fałszowaniem emisji spalin z silników Diesla w autach grupy Volkswagen upłynęło już 3,5 roku, dopiero teraz wyrok w tej sprawie miał wydać niemiecki sąd najwyższy. W środę ten trybunał miał wydać wyrok w sprawie niemieckiego kierowcy, który w 2015 r. kupił auto VW Tiguan 2.0 TDI z silnikiem Diesla EA 189. Kilka miesięcy po zakupie dowiedział się, że ten typ silnika został przez Volkswagena wyposażony w wyrafinowane oprogramowanie do fałszowania testów emisji spalin.

Czytaj też: Rząd podzielił pieniądze na lokalne drogi. Rusza wyborcza kampania drogowa

Spalinowy szwindel

Szwindel wykryła amerykańska rządowa Agencja Ochrony Środowiska (EPA). Stwierdziła, że dzięki fałszerskiemu oprogramowaniu podczas testów auta Volkswagena spełniały normy emisji spalin, ale na drodze miały w spalinach nawet 40 razy więcej toksyn, niż dopuszczają przepisy. W USA sprzedano prawie 500 tys. takich aut, a w Europie - ponad 8 mln, jak ujawnił Volkswagen. Poszkodowanym Amerykanom niemiecki koncern zgodził się wypłacić odszkodowania i odkupić od nich zmanipulowane auta. Kierowcom w Europie Volkswagen odmówił podobnych odszkodowań. Zobowiązał się tylko naprawić zmanipulowane auta, ale słychać było zastrzeżenia kierowców co do skutków tych napraw.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej