"Wyrwaliśmy Polskę z objęć imposybilizmu" - mówił w sobotę podczas konwencji PiS prezes Jarosław Kaczyński i trudno się z nim nie zgodzić. PiS rzeczywiście w bezprecedensowym tempie zrealizował znaczną część swoich sztandarowych obietnic wyborczych. Jest też pierwszą w historii partią, która składa ogromne obietnice wtedy, kiedy zazwyczaj wszyscy strategicznie powstrzymują się od działań: w roku wyborczym, i to z konkretnymi terminami realizacji jeszcze przed wyborami. A skoro to robi, możemy mieć pewność, że się z nich wywiąże.

Problem w tym, że PiS nie zmierza zmieniać metody, która jest niezrozumiała i nieefektywna. Zamiast przemodelować programy tak, żeby wydać jak najmniej, pomagając jednocześnie jak najszerszej grupie potrzebujących pomocy, dzięki czemu pozostałyby środki na inne palące sprawy - jak choćby głodowe płace w sektorze budżetowym czy wiecznie niedofinansowaną ochronę zdrowia - PiS zachowuje się jak influencerka z Instagrama: gotowa wydać potężne środki, żeby wyjść na zdjęciu jak gwiazda prowadząca wystawne życie, w rzeczywistości jednak prowadząca dość frasobliwy żywot w swoim M2.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej