Kierowcy powinni płacić za korzystanie ze wszystkich dróg publicznych, nawet powiatowych czy gminnych – zaproponował w wywiadzie dla „Wyborczej” Jakub Majewski, były wiceprezes państwowego Urzędu Transportu Kolejowego za rządów PO-PSL, a dziś szef fundacji ProKolej. Majewski nie krył, że chodzi o swoistą karę finansową dla kierowców. „Chodzi nawet nie o to, żeby na drogach zarabiać, ale żeby wyrównać warunki konkurencji z innymi środkami transportu”. Innymi słowy: nałożyć na kierowców kontrybucje, aby ich zmusić do korzystania z transportu publicznego.

Opłata na drogi poszła na koleje

Trudno się zgodzić z takimi fiskalizmem, bo już teraz, jak wskazałem w swojej polemice, różnorodne podatki i opłaty doliczane do ceny paliw, samochodów i usług związanych z eksploatacją samochodów czynią z kierowców skarbonkę budżetu. A nawet źródło finansowego wspierania kolei. Na utrzymanie infrastruktury kolejowej przeznacza się część wpływów z akcyzy na paliwa silnikowe, a także opłaty paliwowej, którą wprowadzono od 2004 r., aby zapewnić stabilne źródło pieniędzy na budowę autostrad i dróg ekspresowych, których wtedy w Polsce prawie nie było, a teraz – nadal brakuje.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej