Polską wołowinę zakażoną salmonellą sprowadziła firma Animalco z holdingu Agrofert należąca do premiera Czech Babisa. Według czeskiej prasy część skażonego mięsa miała trafić do pięciu miejsc - Ołomuńca i Ostrawy oraz do jednej ze stołówek na Słowacji i została skonsumowana. Wołowina pochodziła z ubojni z Wielkopolski. W rozmowie z gazetą Mlada Fronta Dnes, przedstawiciel Animalco twierdzi, że dotąd było żadnych kłopotów z polskim dostawcą.

Rozszerzone kontrole polskiego mięsa

Czeski rząd zdecydował o rozszerzeniu na cały kraj wyrywkowych kontroli trwających od początku lutego wzdłuż granicy z Polską. Prowadzą je policja, służby celna i weterynaryjna.

Są one pochodną styczniowej afery z nielegalnym ubojem krów w Kalinowie ujawnionym w reportażu „Superwizjera”. Premier Czech Miroslav Toman stwierdził na początku lutego, że jest nawet możliwość wprowadzenia zakazu importu wołowiny z Polski, w porozumieniu z innymi krajami Unii.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej