„Kopciuchy idą w odstawkę” – chwalił się Mateusz Morawiecki (wtedy jeszcze wicepremier) we wrześniu 2017 r., podpisując rozporządzenie dotyczące standardów dla kotłów na węgiel. Przełomowe przepisy miały wyeliminować z rynku przestarzałe kopciuchy, które służą do ogrzewania ponad 3,5 mln polskich domów. Ich mieszkańcy mogą dorzucać do pieców śmieci, byle jaki węgiel i odpady węglowe. Stąd potem smog, choroby i zwycięstwa Polski w niechlubnych rankingach na najbardziej zanieczyszczony kraj UE.

Przepisy ówczesnego resortu rozwoju mówiły jasno: od 1 października 2017 r. obowiązuje zakaz produkcji kotłów niespełniających norm rozporządzenia, a od 1 lipca 2018 r. zakaz ich sprzedaży w Polsce. Do domów miały trafiać tylko akredytowane kotły piątej generacji, emitujące nie więcej niż 60 mg pyłów (kopciuchy emitują nawet 600).

Kocioł na biomasę czy po prostu kopciuch?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej