Pyrzowice, Ożarowice, Szczyglice, Balice, Morawica – to tylko niektóre polskie miejscowości, gdzie codziennie nad domami, szkołami czy przychodniami hałasują silniki samolotów, utrudniając życie setkom tysięcy mieszkańców. Po powstaniu w ich sąsiedztwie portów lotniczych kolejne samorządy wyznaczyły tzw. obszary ograniczonego użytkowania, gdzie normy środowiskowe dotyczące np. hałasu nie są spełnione. To dało prawo właścicielom znajdujących się w ich obrębie nieruchomości do ubiegania się o odszkodowanie za spadek wartości domu czy działki.  

Na wystąpienie z roszczeniami przepisy dawały jednak tylko dwa lata, choć niejednokrotnie kilka lat trwała sama budowa lotniska. Mieszkańcy o prawie do odszkodowania często dowiadywali się, gdy ono już wygasło. A z własnej kieszeni płacili np. za wygłuszanie domów.

Miliardy złotych roszczeń

Na krzywdzące przepisy ustawy Prawo ochrony środowiska mieszkańcy zagrożonych hałasem terenów poskarżyli się do rzecznika praw obywatelskich, który skierował sprawę do Trybunału Konstytucyjnego.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej