W Warszawie jest ok. 9 tys. pustostanów.  W znacznie większym Berlinie - nie ma już wcale. Na jedno mieszkanie we wschodniej, uchodzącej za niebezpieczną dzielnicy z wielkiej płyty Marzahn przypada 369 chętnych do obejrzenia. Leżące na uboczu Spandau to już 532 osób na ofertę. Ale to i tak nic przy Prenzlauer Berg (705), Charlottenburgu (803) czy Neuköln (836).

Berlin działa jak magnes. Każdego roku wprowadza się do niego ok. 50 tys. nowych mieszkańców. Ale w kamienicach przy słynnej berlińskiej handlowej ulicy Kurfürstendamm i w bocznych uliczkach nie palą się światła.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej