Edyta Bryła: Autobusy kursują trzy razy dziennie, a bilety miesięczne na nie kosztują nawet 400 zł. Nic dziwnego, że taka oferta przegrywa z samochodem. A pan mówi, że transport indywidualny powinien być droższy.

Jakub Majewski*: Ale tylko tam, gdzie najpierw jest zapewniona dobra komunikacja publiczna. Dopiero wtedy należy przykręcać ograniczenia dla kierowców. Nikt nie chce obarczyć ich nieuczciwymi, nadmiernymi kosztami. Ale powinny one być adekwatne do kosztów funkcjonowania transportu. Korzystanie z drogi powinno kosztować tyle, co jej odśnieżanie, patrole policji, sygnalizacja świetlna.

Wielu kierowców na pewno już teraz powiedziałoby, że ponoszą duże koszty. 

Ale opłaty, jakie płacą kierowcy, m.in. w cenie paliwa, niestety, nie pokrywają kosztów generowanych przez transport drogowy nawet w połowie. W wielu unijnych krajach to zauważono i wyraźnie się mówi, że infrastruktura powinna być płatna.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej