Jeszcze przed dekadą wszystko było prostsze. Panował ogólny konsensus, że zacieśnianie współpracy gospodarczej, likwidacja barier w wymianie handlowej czy ujednolicanie światowych standardów to procesy, które przyczyniają się do wzrostu bezpieczeństwa i ogólnego rozwoju dobrobytu. Było tak mniej więcej od drugiej połowy lat 80., a koniec zimnej wojny oraz reformy kapitalistyczne w Chinach zdawały się tylko potwierdzać dobroczynny wpływ globalizacji na stabilność świata. Dlatego proces ten postępował. Swobodny obrót zaczął dotyczyć nie tylko towarów, ale i kapitału oraz ludzi.

Wszystko jednak zmienił światowy kryzys finansowy i jego następstwa - czytamy w raporcie "Kierunki 2019. Nowe nadzieje, nowe zagrożenia w dobie rosnącego egoizmu gospodarczego. Skutki dla polskiej gospodarki i przedsiębiorstw". – Kryzys doprowadził do upadku wielu gospodarek. Nieufność wzrosła – przypomniał na konferencji, podczas której zaprezentowano raport, Artur Tomaszewski, prezes DNB Bank Polska. Okazało się bowiem, że globalizacja ma dwie twarze. Z jednej strony dla krajów rozwijających się to okazja do szybkiego nadrobienia dystansu do bogatszych krajów. Z drugiej - ich społeczeństwa szybko dostrzegły, że wzrost jest nierównomierny, a przy okazji przynosi ogromne koszty społeczne, gdyż niszczy tradycyjną kulturę i gospodarkę.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej