We wtorek rządy państw Unii Europejskiej, reprezentowane przez prezydencję Rumunii i Parlament Europejski reprezentowany przez prof. Jerzego Buzka (PO), rozpoczną negocjacje o finalnym kształcie nowelizacji dyrektywy gazowej. Zostało na to zaledwie kilka tygodni. Bo jeśli nowe przepisy nie zostaną uchwalone przed majowymi wyborami do Parlamentu Europejskiego, to Gazprom zakończy budowę bałtyckiego gazociągu Nord Stream 2, zanim rozpocznie się kolejna kadencja instytucji UE. Wtedy tę inwestycję trudniej będzie wstrzymać unijnymi przepisami antymonopolowymi trzeciego pakietu energetycznego.

A szykowana dyrektywa ma właśnie doprowadzić do nałożenia tych przepisów na wszystkie podmorskie gazociągi do importu gazu spoza UE, w tym Nord Stream 2.

KE jasno stwierdziła, że nie ma możliwości zablokowania inwestycji Gazpromu. Uznała jednak, że przynajmniej eksploatacja Nord Strem 2 ma podlegać unijnym przepisom. Bo inaczej Gazprom będzie działać poza unijnym prawem, w prawnej próżni. Może wykorzysta to do destabilizowania Europy i szerzenia swojego monopolu.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej