Katowice na front walki ze smogiem rzuciły ciężkie działa. Latające nad miastem drony wychwytują niepokojące dymy z kominów, a strażnicy miejscy sprawdzają, czym mieszkańcy palą w domach. Oceniają, czy węgiel jest zgodny z miejską uchwałą antysmogową, pobierają próbki, sprawdzają, czy mieszkańcy mają certyfikaty jakości węgla.

– Kilka dni temu mieliśmy sytuację, że właścicielka domu pokazała nam certyfikat. Okazało się, że węgiel teoretycznie spełnia normy, ale i tak pobraliśmy próbki, bo mieliśmy wątpliwości – opowiada Mariusz Sumara, zastępca komendanta straży miejskiej w Katowicach. Kolejnym krokiem powinien być wniosek do Inspekcji Handlowej o kontrolę w konkretnych składach węgla. Tak orzekł rząd.

– Wprowadzamy świadectwa jakości węgla. Będzie on kontrolowany tak, aby do użytku nie dopuścić odpadów węglowych i najgorszej jakości paliw, które trują Polskę – zapowiadała w ubiegłym roku minister Jadwiga Emilewicz. Na słowach się skończyło.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej