Niedziela, Torwar. Rober Biedroń deklamuje swój program. Zaczyna od nieznoszonego przez większość polityków worka bez dna: ochrony zdrowia.

Biedroń chce umożliwić dostęp obywateli i obywatelek do lekarza specjalisty w ciągu 30 dni, ustanowić limit - 200 zł - na pacjenta na leki (wszystko powyżej ma być refundowane), podnieść wynagrodzenia personelu medycznego, zapewnić geriatrę w każdym powiecie. Plany z całą pewnością słuszne i potrzebne. Środki? Finansowanie opieki zdrowotnej ma wzrosnąć do 6,8 proc. PKB w 2022 r. i do 7,2 proc. dwa lata później. W złotówkach: o blisko 45 mld zł.

A to dopiero początek. Pod lupę weźmy tylko najkosztowniejsze obietnice.

Szkoła i jak do niej dojechać

Biedroń chce, aby płaca minimalna w edukacji wynosiła 3,5 tys. zł brutto. Nauczyciel dyplomowany zaś powinien zarabiać 6-7 tys. zł brutto.

Propozycja jest szczodra i żywo przypomina obecny postulat Związku Nauczycielstwa Polskiego - 1 tys. zł więcej dla wszystkich nauczycieli (wówczas większość zarabiałaby 3,5-4,5 tys. zł brutto, a ci z dyplomem właśnie 6-7 tys. zł).

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej