Afera w związku z nielegalnym ubojem krów wybuchła pod koniec stycznia, po emisji reportażu TVN w programie „Superwizjer”. Polskę i zachodnie kraje obiegły drastyczne zdjęcia męczonych zwierząt z rzeźni w Ostrowi Mazowieckiej, które nie mogą samodzielnie się poruszać. Do ich rozładunku używana była elektryczna wyciągarka.

Transport takich zwierząt jest nielegalny. Jeśli są kontuzjowane, należy je zabić w gospodarstwie, aby jak najmniej cierpiały. Ale do tego dochodzą jeszcze wątpliwości co do bezpieczeństwa mięsa z nielegalnie ubitych krów. Co prawda główny lekarz weterynarii Paweł Niemczuk zapewniał, że zwierzęta nie były chore, to jednak przy nocnym uboju nie było nadzoru weterynarza. A jest to wymagane przez prawo.

Straty w setkach milionów

2,5 z 9,5 ton mięsa pochodzącego z tego uboju sprzedano za granicę, m.in. Czech, Estonii, Finlandia, Francji, Hiszpanii, Litwy, Łotwy, Niemiec, Portugalii, Rumunii, Szwecji, Słowacji i Węgier (reszta została sprzedana w Polsce). Skandal spowodował, że importerzy wołowiny wstrzymali dostawy lub nawet zaczęli je Polsce zwracać. A na naszym podwórku ze sprzedaży posiłków z wołowiną wycofała się m.in. sieć Żabka.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej