W ubiegłym miesiącu gruchnęła wieść, że Revolut otrzymał licencję bankową na Litwie. Oznacza to, że firma wkrótce będzie mogła oferować usługi z zakresu bankowości na terenie całej Unii Europejskiej. Przy okazji nie obeszło się bez zgrzytów. Litewski bank centralny, odpowiedzialny za licencję, jest znany z nadzwyczaj przyjaznego podejścia do biznesu. Strona internetowa banku wręcz zachęca przedsiębiorców do skorzystania z jego usług. Ponadto Revolut w informacji dla mediów chwalił się, że depozyty jego klientów do 100 tys. euro będą gwarantowane przez European Deposit Insurance Scheme (EDIS), czyli europejski schemat zabezpieczenia depozytów. Sęk w tym, że rozwiązanie to istnieje tylko na papierze.

Firma się broniła, że o licencję występuje także w innych krajach, a Litwa jest po prostu przyjaznym miejscem dla firm z branży fintech. Zapowiedziała także, że wkrótce zaprezentuje kolejne usługi.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej