„Przy obecnych zapisach ustawy każdy odbiorca ma prawo liczyć na to, że poszczególne stawki opłat na rachunku pozostaną niezmienione, a jedynie obniżona zostanie stawka opłaty przejściowej” – pisze Maciej Bando, prezes URE.

Tymczasem z wniosków złożonych do urzędu po 1 stycznia (czyli po uchwaleniu ustawy „prądowej”) wynika, że spółki energetyczne mogły zrozumieć nowe przepisy inaczej, niż życzyliby sobie tego płacący rachunki.

„W uzasadnieniach do przedstawionych taryf przedsiębiorstwa sieciowe prezentują stanowiska, w świetle których celem ustawy miało być utrzymanie łącznych płatności dla odbiorców końcowych na poziomie nie wyższym niż wynikający z taryf obowiązujących w połowie 2018 r. Jednakże w konsekwencji dla odbiorców mogłoby to oznaczać wzrost stawek opłat przesyłowych lub dystrybucyjnych przy jednoczesnym obniżeniu stawek opłaty przejściowej” – wskazuje Bando.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej