Jeden z czołowych polskich przedsiębiorców, właściciel firmy z 45-letnim stażem, opowiada, jak prowadziło mu się biznes w PRL, po transformacji i dzisiaj za rządów PiS. Nie chce, by podać jego nazwisko, bo podobnie jak wielu kolegów obawia się, że władza zacznie mu utrudniać życie.

Leszek Kostrzewski, Piotr Miączyński: Powiedział pan niedawno: „Miałem różne okresy w prowadzeniu firmy, ale tak źle jak dzisiaj jeszcze nie było”.

- Co jest ważne dla przedsiębiorcy? Stabilność i przewidywalność. Założyłem firmę jeszcze za czasów socjalizmu. Czasy nie były łatwe, ale zdecydowałem, że zacznę robić coś własnego. Wynająłem budynek i chciałem chałupniczo produkować komponenty wykorzystywane w przemyśle energetycznym. I owszem - było trudno. Ale przewidywalnie.

Gdy w wydziale handlu i usług odbierałem zezwolenie na prowadzenie działalności gospodarczej, usłyszałem, że osoba, która to załatwia, ma trzy miesiące zaległego urlopu. Ale wiedziałem, jak to działa. Następnego dnia pojechałem do urzędu i okazało się, że ta pani, choć na urlopie, czasami jednak tam bywa - jak się z klientem umówi. Udało mi się ją przekonać, że ja też jestem klientem, który bardzo jej potrzebuje. I zezwolenie wydała.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej