„Single-use”, czyli „jednorazowy”, to słowo 2018 roku według kultowego brytyjskiego słownika Collinsa. Choć nie można powiedzieć, że będzie to ostatni rok, w którym Europejczycy używali jednorazowych przedmiotów z tworzyw sztucznych, faktycznie był w tej kwestii przełomowy.

Od środy znamy ostateczny kształt projektu dyrektywy zakazującej wprowadzania na rynek m.in. jednorazowych sztućców, talerzyków, plastikowych patyczków do uszu, patyczków od baloników, słomek, piankowych pudełek na jedzenie na wynos i mieszadełek. Porozumienie w tej sprawie w ciągu miesiąca osiągnęły państwa członkowskie, Parlament Europejski i Komisja Europejska.

Do wejścia w życie dyrektywie brakuje ostatecznej zgody PE (głosowanie ma się odbyć w styczniu) i KE (która była inicjatorem nowych przepisów). Ma obowiązywać od 2021 roku.

Nowe przepisy zakładają też, że producenci (w tym wielkie korporacje, takie jak Coca-Cola, Pepsico czy Nestle) przejmą na siebie finansową odpowiedzialność za wprowadzanie plastikowych odpadków do obiegu. Do 2029 roku plastikowe butelki w UE mają być zbierane w ilości odpowiadającej co najmniej 90 proc. tych wprowadzonych na rynek. Mają być też produkowane z co najmniej 30 proc. materiałów możliwych do przetworzenia.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej