To obecnie najgorętszy temat w Niemczech. W środę Bundestag i niemiecka Rada Ministrów zajmą się Zuwanderungsgesetz, czyli ustawą o imigracji. Spór trwał dwie dekady.

Socjaldemokratyczna SPD optowała za ułatwieniami w dostępie imigrantów z krajów spoza Unii Europejskiej do niemieckiego rynku pracy, głosy sprzeciwu dochodziły przede wszystkim z szeregów chadecji.

W końcu na swoim postawiła gospodarka: w Niemczech nieobsadzonych pozostaje już - w zależności od szacunków - od 1,2 do 1,5 mln wakatów.

We wtorek po południu agencja DPA poinformowała, że koalicjanci porozumieli się co do detali. Nic już nie stoi na przeszkodzie, by w środę projekt został przyjęty.

Kiedy nowe prawo wejdzie w życie, od 1 stycznia 2019 roku obcokrajowcy z państw trzecich - jeśli znajdą w Niemczech pracę - niemal automatycznie otrzymają pozwolenie na pracę na dwa lata.

Co to oznacza dla Polski? Ogromny kłopot pracodawców, a w perspektywie nawet spowolnienie gospodarcze. Do tej pory Ukraińcy wybierali nasz kraj, bo to u nas obowiązywała uproszczona procedura ich zatrudniania. Właśnie tracimy tę przewagę. Z badań prowadzonych przez agencje pracy wynika, że wyjazd z Polski do Niemiec rozważa blisko połowa pracujących u nas Ukraińców. W badaniu agencji pracy Work Service - 59 proc.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej