Edyta Bryła: Ustawa o transporcie zbiorowym miała go uregulować i pomóc w likwidacji wykluczenia transportowego. Ale znowu jest odłożona i przed nami kolejny rok anarchii w przewozach.

Karol Trammer*: Mało kto już wierzy tę w ustawę. Za dużo mają w jej sprawie do gadania szkodliwi lobbyści: na przykład przewoźnicy, którzy żerują na ulgach ustawowych.

Im, a także samorządom pasuje, że ustawy nie ma, więc na nią nie czekają. Mogą mówić, że ustawa jest zła, ale to wymówka. Aktualny stan pozwala im nic nie robić. Podoba im się to.

Jak to im się podoba? Może nie da się nic zrobić?

Da się. Tylko nie trzeba. Teraz decydujący wpływ na to, jak wygląda transport, mają przewoźnicy zamiast samorządów. Autobusy jeżdżą nie tam, gdzie transport jest potrzebny, ale tam, gdzie przewoźnicy mogą zarobić i gdzie im wygodnie.

Na przykład na trasie, na końcu której mieszka kierowca, bo często przewoźnicy, żeby oszczędzić na bazach, tak układają trasy, aby autobus przez noc stał pod domem kierowcy.
Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej