- Porozumienie paryskie jest jak ustawa. Ustalenia katowickie są jak rozporządzenie wykonawcze do niej – wyjaśnia Urszula Stefanowicz z Koalicji Klimatycznej.

W weekend zakończył się COP24 – szczyt klimatyczny w Katowicach. Opinie na temat tego, co udało się na nim ustalić, są podzielone. Prawicowi publicyści i strona rządowa mówią o ogromnym sukcesie. Eksperci i analitycy zmian klimatu są raczej ostrożni i mówią o niespełnionych ambicjach. Zwykli obywatele pytają głównie, co zakończony szczyt w ogóle oznacza: dla ludzi, klimatu i Polski.

A więc po kolei. W 2015 r. na szczycie klimatycznym w Paryżu 197 państw podpisało porozumienie paryskie, czyli zbiór życzeń i deklaracji dotyczących tego, że aby ochronić planetę i klimat, należy ograniczyć globalny wzrost temperatury maksymalnie do 2 st. C, a najlepiej o 1,5. Oznacza to, że kraje muszą redukować emisję gazów cieplarnianych, głównie dwutlenku węgla. To z kolei oznacza, że poszczególne państwa muszą odchodzić od węgla.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej