Jose Ramirez Paredes, sprzątacz w Marriott Waterfront w Baltimore: 13 dolarów za godzinę. Żeby się utrzymać, dodatkowo jest sprzedawcą sieci Amway. Amos Troyah, zmywacz Marriott Downtown w Filadelfii: 15 dol. W tym samym hotelu od dwunastu lat pracuje Lekesha Wheelings, zarabia 19 dol. za godzinę - wylicza amerykański dziennik "New York Times". Wszyscy oni - choć ciężko pracują - są poważnie zadłużeni, bo za kilkanaście dolarów za godzinę w takich miastach jak Baltimore, Filadelfia czy San Francisco nie da się utrzymać. Zdaniem CEO Marriott International Arne Sorensona wynagrodzenia są jednak dobre.

4 października pracownicy i pracownice powiedzieli "dość" i rozpoczęli strajk. W ośmiu amerykańskich miastach pracy odmówiło w sumie 8 tys. osób. Zamiast tego przez blisko dwa miesiące wszyscy, ramię w ramię: barmani, serwis sprzątający, recepcjoniści, kucharze, portierzy, a nawet menedżerowie, pikietowali przed budynkami pracodawcy.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej