- J. był po prostu przewodniczącym. Jego kadencja była dość bezbarwna. Z punktu widzenia rynków wydawał się raczej ostrożny i rygorystyczny - mówi Cezary Nowosad, ekspert Business Centre Club, zapytany o ocenę kadencji Andrzeja J. w fotelu przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego.

Bo też przez lata J. był typowym urzędnikiem - i to raczej zawsze w cieniu. 

- Poprzedni szefowie byli bardziej wyraziści, angażując się w rozwój rynku. Za jego czasów KNF był typowym, nudnym urzędem, niewiele przejmującym się przyszłością rynku kapitałowego. Zajmowała go głównie implementacja rozwiązań unijnych w Polsce - zauważa Nowosad.

Początek kariery - w ministerstwie

Prawnik z wykształcenia (studia na Uniwersytecie Warszawskim ukończył na początku lat osiemdziesiątych), karierę w administracji zaczynał w ówczesnym Ministerstwie Pracy i Polityki Socjalnej. Najdłużej jednak, bo aż 15 lat, był związany z Narodowym Bankiem Polskim. Pełnił tam różne funkcje: dyrektora departamentu prawnego, doradcy prezesa w Generalnym Inspektoracie Bankowym (odpowiadał tam za rozwiązywanie problemów banków, które znalazły się w nadzwyczaj ciężkiej sytuacji) czy członka zarządu NBP.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej