9 grudnia, razem z nowym rozkładem jazdy, wejdzie wspólny bilet, którego wprowadzenie minister Andrzej Adamczyk zapowiadał już w trakcie kampanii wyborczej w 2015 r. Założenie jest takie, że każdy z przewoźników będzie sprzedawał bilety konkurencji, a na połączeniach z przesiadką obowiązywać będzie taryfa degresywna. Oznacza to, że cena biletu będzie odpowiadać jednemu długiemu odcinkowi, zamiast kilku osobnym.

Od kilkunastu lat (od podzielenia rynku przewozów pasażerskich między kilku, a następnie kilkunastu przewoźników) jest tak, że podczas podróży z przesiadką na połączeniach obsługiwanych przez konkurencyjnych przewoźników trzeba kupować dwa lub więcej biletów, w ramach osobnych transakcji na kilku stronach internetowych lub w kilku kasach.

Podróż jest wtedy droższa, bo najwyższe stawki płaci się za połączenia do stu kilometrów i podróż pociągiem przestaje się opłacać, jeśli trzeba kupić dwa czy więcej osobnych biletów na jedno połączenie.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej