PiS jeszcze w ubiegłym roku przeforsował ustawę zakładającą, że osoby zarabiające powyżej 10,5 tys. zł brutto mają płacić składki emerytalne przez cały rok (ok. 19,5 proc. miesięcznie).

Dziś przestają płacić składki do ZUS w trakcie roku po przekroczeniu pułapu 120 tys. zł brutto, czyli 30-krotności średniej pensji, bo ich emerytura i tak będzie się liczyć od tej kwoty. Ten próg to rodzaj bezpiecznika – ma chronić system emerytalny przed wypłacaniem zbyt wysokich emerytur, na które państwa nie będzie stać. Zmiana pozwoliła, by rządowi zabrać składki najbogatszych Polaków już dziś (7 mld zł rocznie), a o ewentualne skutki w postaci kosztownych wysokich emerytur będą musieli się martwić inni, czyli rządzący Polską za 10-20 lat.

14 listopada ustawę za niekonstytucyjną uznał jednak Trybunał Konstytucyjny (zdanie odrębne miało trzech sędziów – wybranych przez PiS – w tym prezes Julia Przyłębska). O niekonstytucyjności nowelizacji ustawy zdecydował brak kworum w czasie głosowania w Senacie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej