Według ogłoszeń o pracę zamieszczanych na stronach internetowych przewoźników lotniczych jedne z najlepszych zarobków proponują linie bliskowschodnie. Firmy takie jak Emirates czy Qatar Airlines płacą ponad 6 tys. początkującym pracownikom, do ok. 11,5 tys. dla bardziej doświadczonych. Obaj przewoźnicy chwalą się, że przychody są wolne od podatku.  

W tych liniach lata się jednak więcej niż w firmach europejskich, w których obowiązują unijne limity co do dozwolonej liczby godzin spędzonych w powietrzu. Na naszym kontynencie (a także w USA) roczne limity to 900 godzin, czyli średnio stewardesa czy steward muszą wylatać ok. 75 godzin miesięcznie. Jednocześnie nie można przekroczyć limitu 100 godzin w ciągu 28 dni.

Oczywiście w rzeczywistości, wykonując ten zawód, pracuje się więcej, bo limit dotyczy wyłącznie przelatanych godzin, a nie tych spędzonych na lotnisku przed odlotem czy w samolocie w oczekiwaniu na start (często nie płaci się dodatkowo, jeśli samolot jest opóźniony).

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej