Poniedziałkowe wieści z Japonii wprawiły świat w osłupienie. Nissan, drugi japoński koncern motoryzacyjny, ogłosił, że zamierza odwołać przewodniczącego rady dyrektorów Carlosa Ghosna. Powód: nadużycia finansowe.

Wszechwładny menedżer miał przez pięć lat zaniżać swoje dochody w sprawozdaniach wysyłanych na giełdę – według japońskiej prokuratury o połowę, czyli o ponad 44 mln dol. – aby zapłacić niższe podatki. Miał też korzystać z apartamentów i domów w Amsterdamie, Bejrucie, Paryżu i przy słynnej plaży Copacabana w Rio de Janeiro, które Nissan kupił z funduszy przeznaczonych oficjalnie na inwestycje zagraniczne.

W poniedziałek po przesłuchaniu w Tokio Ghosn został zatrzymany.

Wieści z Japonii największy szok wywołały we Francji. Bo Carlos Ghosn jest jednocześnie dyrektorem generalnym i przewodniczącym rady dyrektorów koncernu Renault, który jest kontrolowany przez rząd Francji. A nad Sekwaną o zatrzymaniu dowiedziano się z prasy.

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej