W poniedziałek prezydent Rosji Władimir Putin poleciał do Stambułu, aby wraz z prezydentem Turcji Recepem Tayyipem Erdoganem wziąć udział w ceremonii zakończenia budowy podmorskiej części gazociągu Turkish Stream. Ułożono go na mierzącej ponad 900 km trasie przez Morze Czarne - od brzegów Rosji do Tracji w europejskiej części Turcji.

Gazociąg pozwoli Rosji eksportować gaz, omijając Ukrainę przez Morze Czarne. Składa się z dwóch nitek o przepustowości po 15,75 mld m sześc. gazu rocznie. Pierwszą za rok ma popłynąć gaz na potrzeby odbiorców w zachodniej części Turcji, zwłaszcza przemysłowego regionu Stambułu. Drugą nitką ma płynąć gaz do klientów Gazpromu w Bułgarii, Serbii i na Węgrzech oraz w Grecji i Włoszech.

Ten plan wymaga dokończenia inwestycji. Trzeba wybudować na brzegu Turcji terminal Turkish Stream oraz lądowe odnogi gazociągu w Turcji, a w Rosji trzeba ułożyć rury do dostaw gazu do Turkish Streamu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej