Ustawa dotycząca zniesienia górnego limitu składek na ZUS zakłada sięgnięcie głębiej do kieszeni Polaków zarabiających powyżej 10 tys. zł miesięcznie. Rząd chce, aby najbogatsi płacili składki emerytalne przez cały rok. Dziś przestają je odprowadzać po przekroczeniu w danym roku pułapu zarobków – około 120 tys. zł brutto, czyli ponad 10 tys. zł brutto miesięcznie. Nie muszą płacić, bo ich emerytura i tak będzie się liczyć od 30-krotności średniej pensji. Ten próg to jednak rodzaj bezpiecznika – ma chronić system emerytalny przed wypłacaniem zbyt wysokich emerytur, na które państwa nie będzie stać.

Pomysł PiS zakłada, że rząd będzie mógł zabrać składki najbogatszych Polaków już dziś – do kasy ZUS mogłoby wpłynąć wg najnowszych wyliczeń nawet 7 mld zł rocznie. Trzeba jednak pamiętać, że zwiększenie składek emerytalnych spowoduje, że jednocześnie zmaleje podstawa wymiaru składki zdrowotnej oraz podstawy obliczania podatku dochodowego. A więc rocznie do NFZ na ochronę zdrowia wpłynie około 270 mln zł mniej, a roczne wpływy z PIT zmniejszą się o blisko 1 mld zł.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej