Ewa przez 9 lat pracowała na umowie o dzieło w poznańskim oddziale TVP. Kiedy poszła do sądu pracy, ten orzekł, że przez cały ten czas powinna być zatrudniona na umowie o pracę – bo pracowała pod nadzorem, według grafiku. Wtedy telewizja uiściła składki do ZUS za ten okres, ale jednocześnie zażądała od Ewy zwrotu 80 tys. – czyli tej części składek, które odprowadza pracownik na umowie o pracę. Sprawa przeszła przez wszystkie instancje.

We wrześniu br. Sąd Najwyższy orzekł, że kobieta ma zwrócić TVP 68 tys. zł plus koszty postępowania we wszystkich instancjach – płatne w 72 ratach po ok. 1 tys. zł.

Nie ma dalszej drogi odwoławczej. Kobieta została z długiem. Dziś pracuje w sklepie, rata to połowa jej miesięcznej pensji.

Zła wiadomość dla innych

Wyrok oznacza, że pracujący na umowach cywilnoprawnych mogą zacząć obawiać się podejmowania drogi sądowej – bo żeby iść do sądu po etat, trzeba będzie mieć oszczędności na ewentualne pokrycie kilku, kilkunastu lub kilkudziesięciu tysięcy złotych składek. W tym m.in. składki zdrowotnej – choć na umowie o dzieło nie można korzystać z publicznej ochrony zdrowia i trudno to zrobić wstecznie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej