Obywatele, firmy, sądy - pół kraju zamarło, czekając na środę na godzinę 14, kiedy Sejm miał podjąć decyzję w sprawie jednej z najbardziej kuriozalnych ustaw w historii polskiego parlamentaryzmu. I podjął - 12 listopada będzie dniem wolnym od pracy. Kilka godzin później prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę.

Tu nie chodzi o to, czy stać nas, czy nie na dodatkowy dzień wolny z okazji 100-lecia niepodległości. Bo to jest dyskusyjne. Konfederacja Lewiatan wylicza bowiem, że PKB będzie mniejsze o ok. 6 mld zł. W projekcie nie ma też oceny skutków regulacji, czyli obowiązkowego wyliczenia dodatkowych kosztów nowego prawa. Kuriozalny jest natomiast tryb prac nad ustawą.

Dzika awantura w Sejmie o 12 listopada

Projekt jednorazowego święta wpłynął do Sejmu 22 października, czyli zaledwie niecałe trzy tygodnie przed jego terminem. Ustawę uchwalono w jedną godzinę i 36 minut. Biuro legislacyjne Senatu zastanawiało się, czy taka procedura nie jest bezprawna, nie jest złamaniem konstytucji, ale na senatorach PiS nie robiło to wrażenia.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej