O tym, w jakiej sytuacji znajduje się gospodarka, dowiadujemy się z danych statystycznych. To jednak wiedza, którą dostajemy po fakcie, na dodatek opóźnienie oficjalnych statystyk, wynosi nawet kilkanaście tygodni. Ekonomiści szukają więc sposobów, jak przewidzieć trendy gospodarcze. Opracowują różnego rodzaju wskaźniki, które mogą powiedzieć, co będzie się działo w tzw. sferze realnej gospodarki.

Jednym z nich jest wskaźnik PMI. To indeks koniunktury opracowywany na podstawie ankiet wśród menedżerów logistyki w firmach przemysłowych. Poziom 50 pkt jest poziomem neutralnym, który oznacza, że w porównaniu z sytuacją sprzed miesiąca w ocenie menedżerów jest „ani lepiej, ani gorzej”. PMI Jest kalkulowany na podstawie pięciu subindeksów – nowych zamówień, produkcji, zatrudnienia, czasu dostaw i zapasów. 

Przez ostatnie cztery lata wskaźnik PMI utrzymywał się powyżej poziomu 50 pkt. Ale od kilku miesięcy spada, niebezpiecznie się do niego zbliżając. Jak to możliwe, skoro z danych statystycznych wynika, że jesteśmy w szczycie koniunktury, a wzrost PKB przekracza 5 proc.?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej