Sejm uchwalił we wtorek wieczorem bez poprawek ustawę o specjalnej daninie na rzecz osób niepełnosprawnych, tzw. podatek solidarnościowy.

Kilka godzin wcześniej posłanka Urszula Rusecka w imieniu PiS wyliczała, co jest w projekcie. Przemawiała właściwie do pustej sali, posłów PiS praktycznie na niej nie było.

– Konieczność wprowadzenia projektowanej regulacji wynika z potrzeby dodatkowego wsparcia społecznego i zawodowego osób z niepełnosprawnościami – mówiła. Dużo ogólników, właściwie zero konkretów.

Bogaci oddadzą państwu po 55 tys. zł rocznie

Cel jest słuszny, choć polityczny. Daninę solidarnościową wymyślono bowiem, aby ugasić wiosenny protest niepełnosprawnych okupujących przez 40 dni Sejm. Opodatkowanie najbogatszych osób jest niskie, podatek ma przynieść budżetowi 1,15 mld zł oraz 647 mln zł rocznie z Funduszu Pracy.

Daninę zapłacą przede wszystkim rodzimi przedsiębiorcy (zagraniczne firmy i menedżerowie rozliczają podatek CIT albo za granicą) oraz my wszyscy (składki z Funduszu Pracy).

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej