Na miejscu strajku pilotów, stewardess i stewardów wciąż jest dużo policji. Prezes PLL LOT Rafał Milczarski twierdzi, że jej nie wezwał, strajkujący zaś mówią, że od policjantów wiedzą, że to zarząd sprowadził funkcjonariuszy.

W poniedziałek sytuacja eskalowała. Zarząd spółki zwolnił dyscyplinarnie 67 pracowników i pracownic, którzy od czwartku protestują. We wtorek PLL LOT poinformował, że przyjmie z powrotem zwolnionych, jeśli tylko przyznają, że popełnili błąd, podejmując strajk, i zaniechają jego kontynuacji.

Pozostało 89% tekstu
Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych
i wszystkich magazynów Wyborczej