Jedną z bolączek przeżywającego hossę rynku mieszkaniowego jest słaba dostępność działek w metropoliach. Banki ziemi dużych firm deweloperskich – które jeszcze na początku 2016 roku pękały w szwach – powoli pustoszeją. Na rynku próżno szukać atrakcyjnie usytuowanych gruntów gotowych do zainwestowania – bez problemów prawnych czy planistycznych, a chętni na zakup nowego mieszkania narzekają na mały wybór.

– Rok czy dwa lata temu deweloperzy zostali zmuszeni do tego, by kupować nieprzygotowane działki za wysokie ceny.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej