Jeszcze trzy lata temu sieć Tesco miała w Polsce 450 sklepów. Był to jednak moment przełomowy. Czas, kiedy brytyjski koncern ostatecznie stracił złudzenia, że uda mu się dotrzymać kroku Biedronce oraz Grupie Schwarz (Lidl oraz Kaufland).

W kłopoty popadła brytyjska spółka matka, skończyły się pieniądze na rozwój, zaczęto mówić o pozbyciu się polskiego oddziału.

Porządki w Tesco

Znalezienie nabywcy okazało się jednak trudne. Sieć zaczęła więc robić porządki zgodnie z zasadą, że biznes niekoniecznie musi być wielki, ważne, aby był zdrowy. Dziś Tesco ma 395 sklepów w Polsce. I nie chce otwierać nowych. „W tym momencie skupiamy się na istniejących placówkach, bez powiększania powierzchni o nowe sklepy” – twierdzi sieć.

W środę zakończyły się negocjacje ze związkami zawodowymi w sprawie odjeść grupowych. Pod koniec sierpnia Tesco ogłosiło bowiem plany zamknięcia kolejnych 13 sklepów. Pracę może w nich stracić nawet 2,2 tys. osób.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej