Dziennikarze, a w szczególności dziennikarze ekonomiczni nigdy nie zrobiliby kariery w polityce, bo cały czas marudzą. Za rządów Donalda Tuska wzywali PO-PSL do intensywnego reformowania państwa. Premier Tusk stwierdził, że to się nie kalkuluje politycznie. Dociśnięte społeczeństwo mogłoby bowiem się zbuntować. Platforma nie była więc ambitna. Ta taktyka – nierobienia praktycznie nic (z jednym wyjątkiem - podwyższenia wieku emerytalnego) - zapewniła jednak dwie kadencje.

PiS poszedł dużo dalej, czyniąc z rozdawnictwa politycznego narzędzie do wyjścia poza swoją naturalną bazę wyborców.

Owszem, obecny rząd ma w ustach mnóstwo frazesów na temat wielkiego programu modernizującego Polskę.

Jarosław Kaczyński nauczył się jednak od Tuska politycznego oportunizmu i przesunął jego granice poza to, co do tej pory oglądała polska polityka.

Co właściwie robi rząd?

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej