W środę i czwartek eksperci Rosji, Ukrainy i Komisji Europejskiej przeprowadzą kolejną rundę rozmów o przyszłości tranzytu rosyjskiego gazu przez terytorium Ukrainy po wygaśnięciu z końcem 2019 r. umowy w tej sprawie.

Gazprom zapowiadał, że od 2020 r. zrezygnuje z tranzytowych usług Ukrainy i przerzuci eksport gazu do nowych gazociągów, przede wszystkim gazociągu Nord Stream 2, który przez Bałtyk połączy Rosję i Niemcy. To oznaczałoby cios gospodarczy dla Ukrainy. Zdaniem wielu polityków w Kijowie mogłoby to również zachęcić Moskwę do wzmożenia politycznej presji, a być może nawet do agresji militarnej – bez obaw o wstrzymanie eksportu gazu do Europy Zachodniej w razie zniszczenia sieci ukraińskich gazociągów przesyłowych.

Berliński arbitraż

W kwietniu kanclerz Angela Merkel stwierdziła, że budowa Nord Stream 2 będzie uzależniona od kwestii utrzymania tranzytu rosyjskiego gazu przez Ukrainę po ukończeniu bałtyckiego gazociągu. Potem szefowa niemieckiego rządu rozmawiała na ten temat podczas dwóch spotkań z prezydentem Rosji Władimirem Putinem. Deklarował on, że Gazprom może po wybudowaniu Nord Streamu 2 przesyłać nadal gaz tranzytem przez Ukrainę, ale będzie to zależeć od warunków stworzonych przez Kijów.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej