Czytając doniesienia medialne sprzed wejścia w życie przepisów o zakazie handlu w niedziele, można odnieść wrażenie, że będą one łamane nieustająco. Dyskonty zamienią się w piekarnie bądź cukiernie, sklepy zostaną kwiaciarniami, a galerie handlowe dworcami kolejowymi bądź autobusowymi. Sieci handlowe zaczną na potęgę rozwijać sprzedaż przez internet, a stacje benzynowe zamienią się w sklepy spożywcze.

Powody do histerii były. Państwowa Inspekcja Pracy oraz Ministerstwo Rodziny, Pracy i Opieki Społecznej wydały nawet interpretację przepisów i jej aktualizacje. Posłowie – na czele z Januszem Śniadkiem z PiS, który kierował pracami nad ustawą – sprawili się bowiem tak fatalnie, że były potężne wątpliwości, co jest dozwolone, a co zakazane.

CZYTAJ TAKŻE: Skutki zakazu handlu w niedziele? Mniej kasy na tacy, więcej ludzi przed telewizorem

Pandemonium nie było, zarobiły stacje

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej