Transport to strategiczna branża: jest odpowiedzialny za 6,5 proc. polskiego PKB - to dwa razy więcej niż np. rolnictwo. Od niej zależy, jak będzie wiodło się reszcie gospodarki: bo żeby coś wyprodukować, ktoś musi dowieźć surowce. Żeby sprzedać wyprodukowane - trzeba dostarczyć towar do konsumenta. Jeśli transport wyhamuje, wyhamują inne branże: handel, przemysł, budownictwo.

- Dałoby się dać polskim kierowcom tirów wolne weekendy w domu, tak jak niemieckim? - pytam.

- Nie da się tego tak zorganizować. Z Francji czy Niemiec wszędzie jest blisko. Polska leży na uboczu. Możemy skrócić czas pracy kierowców, o ile konsumenci zapomną o pomarańczach z Sycylii, bo nie dojedziemy tam w dwa dni - odpowiada Maciej Wroński, szef organizacji pracodawców Transport i Logistyka Polska.

Transport ma problem. Mimo rosnących zarobków nikt nie chce w nim pracować. Doświadczony kierowca tira w przewozach międzynarodowych zarabia 6-8 tys. zł na rękę. Dla porównania przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w lipcu br. opiewało na 3,4 tys. zł netto.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej