„Niekorzystne tendencje cenowe” – tak państwowe spółki zwykły nazywać tegoroczne lawinowe podwyżki cen węgla oraz uprawnień do emisji dwutlenku węgla (CO2), które windują ceny prądu. Wszystko wskazuje jednak na to, że nie jest to krótkotrwały trend, ale złowieszcza wróżba dla Polski. Elektrownie węglowe będą bowiem – według wyliczeń ekspertów – najdroższymi źródłami produkcji energii.

Dobre czasy dla węgla już były

Oddany w 2017 r. za 6,4 mld zł nowy blok węglowy grupy energetycznej Enea w Kozienicach ma moc 1075 megawatów (MW). Na ukończeniu są budowy dwóch bloków o łącznej mocy 1,8 tys. MW w Opolu realizowane przez PGE. Pierwszy blok ma być ukończony jeszcze w tym roku, drugi - na początku przyszłego. Z kolei na 62 proc. oceniano pod koniec maja zaawansowanie prac przy budowie nieco mniejszej elektrowni PGE w Turowie (będzie mieć moc 490 MW). Bardziej zaawansowana jest za to budowa za 6 mld zł elektrowni Grupy Tauron w Jaworznie. Te nowe elektrownie mają zastępować stare i wyeksploatowane siłownie działające od 30-40 lat, ale inwestorzy chyba zapomnieli, że dziś buduje się elektrownie i produkuje prąd w innych warunkach niż przed laty. A te nie sprzyjają inwestycjom w węgiel.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej