30 tys. zł – tyle za wywóz śmieci jest dłużna niewielkiej dolnośląskiej gminie Oława jedna z firm prowadzących działalność gastronomiczną. Nie płaci już od 3,5 roku, a należności nie potrafi wyegzekwować nawet urząd skarbowy, z którym współpracują oławscy urzędnicy odzyskujący śmieciowe długi.

– Pytamy skąd opieszałość w odzyskiwaniu tych należności. W urzędzie skarbowym odpowiadają, że firma ta wykazuje mnóstwo strat – relacjonuje Anna Jankowska, podinspektor w tamtejszym urzędzie gminy odpowiedzialna za utrzymanie czystości i porządku. Ale od wielu lat firma jakoś działa. I produkuje góry śmieci, za odbiór których ostatecznie trzeba płacić z budżetu liczącej ledwie 15 tys. mieszkańców gminy.

To jej największy, ale nie jedyny dłużnik. Za śmieci nie płaci 30 proc. osób i firm z terenu gminy, a suma ich wierzytelności sięga 200 tys. zł.

Urzędnicy wysyłają setki ponagleń, korzystają z pomocy urzędu skarbowego, wreszcie uciekają się do hipoteki przymusowej. Bo jak należność zostanie wpisana na hipotekę np. domu, to nie będzie można go sprzedać ani zapisać dzieciom. Taka groźba działa. – To długotrwała, ale jedyna tak naprawdę skuteczna droga do odzyskania długu za odbiór odpadów – mówi urzędniczka. 

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej